wtorek, 21 stycznia 2014

"Wurt" Jeff Noon



 Tytuł oryginalny: Vurt

 Wydawnictwo: MAG

 Rok wydania: 2013

 Ilość stron: 360

 Gatunek: Fantastyka

 

 

 

 

 Ocena: 4/6





“Wurt” nie stracił nic ze swojej oryginalności i siły oddziaływania… Kiedy cały świat jest na prochach, jego obraz nie może nie być dystopijny, ale dzięki prawdziwym ludzkim uczuciom nie traci realizmu i wyróżnia się autentycznym pięknem, jak tęcza odbita w kałuży ropy… „Wurt” był lekturą obowiązkową w 1993 roku i pozostał nią.
– SciFiNow

Rocznicowa edycja „Wurta”, ukazująca się po dwudziestu latach od pierwszej publikacji, została uzupełniona o trzy cudowne nowe opowiadania osadzone w niewiarygodnym świecie Wurta. Zajrzyj do głowy obcego człowieka. Przejdź się skąpanymi w deszczu ulicami wraz z ekipą malkontentów naszprycowanych najsilniejszym narkotykiem, jaki można sobie wyobrazić. Tyle że piórka Wurta nie są zabawką dla mięczaków. Jak powiada tajemniczy Kot Gracz: „Bądź ostrożny, bardzo ostrożny”. Lecz Skryba go nie słucha. Chce odszukać utraconą miłość. Wyrusza na poszukiwania Żółci – najsłynniejszego, może wręcz mitycznego piórka. Skoro zaś ma do czynienia z najsilniejszym narkotykiem na świecie, musi być przygotowany na porzucenie rzeczywistości, w której żył dotychczas.


Rzeczywistość potrafi być brutalna, każdy o tym wie. I pewnie każdy by chciał, żeby można by było raz na jakiś czas się od niej uwolnić. W tym świecie jest to możliwe, wystarczy że weźmiesz piórko które zabierze cię do innego świata, ale trzeba uważać co się bierze żeby nie zostać w tym innym świecie na zawsze bez drogi powrotnej.
Ja także chciała bym mieć takie piórko, które zabierało by mnie z dala od rzeczywistości. Chociaż pewnie i to by nie rozwiązało problemów realnego świata. Ale zawsze by dało ukojenie na jakiś czas.

Książkę przeczytałam przypadkowo, bo dostałam ją pod choinkę. Po opisie z tyłu okładki nie mogłam stwierdzić w sumie nic. Książka okazała się przyjemna, ciekawa a zarazem trochę dziwna. Chodzi mi tu o sposób pisania autora, jest trochę taki chaotyczny, że czasami musiałam się zastanawiać co autor miał na myśli, albo co to ma wspólnego z fabułą. Ale na szczęście nie zdarzała się to zbyt często. Fantastyka jak to fantastyka. Trochę się już jej naczytałam i muszę przyznać że ta chociaż nie była jedną z najlepszych to i tak jest warta przeczytania.


Książka bierze udział w wyzwaniu: 

http://dzosefinn.blogspot.com/2013/12/1-przeczytam-tyle-ile-mam-wzrostu_29.html
+2,4 cm

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię fantastykę, więc nie odmówię tej lekturze.

    OdpowiedzUsuń